Płock

18 sierpnia 1920 r. o godzinie 14 rozpoczęła się dramatyczna walka o Płock. Bolszewicy natarli niemal jednocześnie z dwóch stron. Kawkor uderzył przez rogatki Dobrzyńskie i Bielskie opanowując niemal całą północno – zachodnią część miasta. Zajęte zostały gmachy seminarium, magistratu, „Jagiellonki„ i ”Stanisławówki”, a także mnóstwo budynków prywatnych. Uderzając dalej impetem przebili się zagarniając także szpital PCK.

W mieście zapanował chaos. Polscy żołnierze wpadli w panikę. Jak relacjonuje por. Achmatowicz:

„[...]w mieście panuje straszliwy popłoch, wszystko dąży do mostu. Ostrzeliwując się wpadam na plac obok parku i kościoła, a dalej mała przestrzeń dzieli nas od mostu, stwarza to wielki popłoch. Kozacy [...] są już na placu i z koni strzelają do nas. Skuteczny ogień karabinów maszynowych Kozaków czyni straszne spustoszenie wśród koni i ludzi. Panika doprowadziła do tego, że poszczególne grupy żołnierzy strzelają omyłkowo do swoich [...] nie ma żadnego oddziału który by stawił opór bolszewikom. Rozgrywają się straszne sceny [...]”.

Inny pamiętnikarz podaje:

„rozrywają się szrapnele, pędzi radziecka konnica na małych koniach, mołojcy w baranich czapach z szablami w dłoniach [...] Na zbawienny most rusza ludność cywilna i wojsko – ale wszystkich on nie pomieści”.

Na miasto nieustannie spadał grad kul z nieprzyjacielskich dział, wybuchały pożary, waliły się budynki. Słynni z okrucieństwa „czerwoni Kozacy” przechodzili samych siebie. Bogaty Płock padł łupem żądnych mordu i grabieży sołdatów. W mieście działy się straszne sceny, łupiono domy i sklepy, mordowano cywilów. To właśnie podczas tego ataku doszło do pamiętnej w dziejach zbrodni na pacjentach i załodze szpitala.

„Kto stał na drodze brał w łeb szablą albo w brzuch bagnetem. Jeńców w mieście nie brano w ogóle [...] Brano za to gwałtem kobiety. [...] Gdy w ręce rosyjskie wpadł szpital wojskowy, ponad stu rannych padło ofiarą mordu, pielęgniarki zaś, które nie ukryły się gwałcono i kaleczono”.

Zryw cywilów

Podczas gdy w mieście panował chaos, a całe niemal dowództwo znajdowało się na lewym brzegu Wisły, inicjatywę przejęła ludność cywilna wraz z luźnymi, rozbitymi grupami żołnierzy, policjantów i żandarmów. Fakt, iż czerwona konnica zajęta była rabunkiem skwapliwie wykorzystali obrońcy z mjr. Mościckim, który wraz z grupą żandarmów zorganizował obronę na przedmieściu. Walkę podjęło wojsko wespół z cywilami. Ludność ruszyła na barykady.

Na ulicach Płocka postawiono 34 barykady, z czego 12 otoczonych zasiekami. Wszystkie one stanowiły samodzielne zapory i walczyły w odosobnieniu. Łączność pomiędzy nimi oraz transport meldunków zapewniali harcerze – dzieci, zaś kobiety zajmowały się opatrywaniem rannych. Na barykadach walczyło łącznie około 400 ludzi, czyli na jedną przypadało niewiele ponad 10 cywilów wyposażonych w erkaemy. Szczęściem, sowiecka artyleria nie mogła w pełni rozwinąć swojego ognia na barykady, aby nie razić swoich żołnierzy.

Niezwykle ważnym punktem obrony był róg ulic Sienkiewicza i Tumskiej, a także ulica Dominikańska, przy poczcie. W miejscu tym walczył oddział łódzkiej 9. kompanii telegraficznej jazdy liczący 42 żołnierzy pod ppor. Brodzińskim. Bardzo istotne były również okolice szpitala Św. Trójcy, barykada na Kolegialnej przy Gimnazjum Żeńskim im. Hetmanowej Reginy Żółkiewskiej, gdzie walczyli żandarmi, skrzyżowanie Warszawskiej i Kilińskiego, którego bronił oddział tatarskiego pułku ułanów pod por. Achnatowicza, rejon „Stanisławówki”, zbieg pl. Floriańskiego i pl. Kościuszki i okolice ul. Grodzkiej od pl. Kanonicznego. Najważniejszym jednak punktem miasta pozostawał przyczółek mostowy broniony przez wojsko pod mjr. Mościckim i jego adiutantem por. Waluszewskim.

Bohaterstwo obrońców

Około godziny 18 bolszewicy wycofali się z pl. Floriańskiego z uwagi na obronę przyczółka przez  wojsko polskie.

Bitwa trwała nadal.

„Wielką determinacją wykazał się sierż. Władysław Nowicki, broniąc się wspólnie z otoczonymi kolegami w rejonie «Stanisławówki» [dziś Al. Kobylińskiego – przyp. P.K.] Zasłaniając się karabinem przed uderzeniem szabli, stracił lewą dłoń, obrąbana przez Kozaka. Wtedy zębami odbezpieczał granaty i rzucał je w zbliżających się bolszewików. Ranny i wyczerpany stracił przytomność. Obudziły go głosy Kozaków dobijających bagnetami rannych żołnierzy polskich. On sam uniknął podobnego losu, bo przechodzący obok zabójcy uznali go za martwego [...]”

Nie tylko jednak wojskowi wykazywali się bohaterstwem, także ludność cywilna z zapałem broniła miasta.

„[...]Wielką pomoc i wsparcie obrońcom okazała ludność cywilna, tym kobiety i dzieci [...] Niektórzy walczyli na pierwszej linii z bronią w ręku, jak np. członkowie Straży Obywatelskiej lub nieznany z nazwiska starszy mężczyzna w al. Kilińskiego, który zbierał młodszych i na czele takiego improwizowanego oddziału robił wypady na bolszewików [...]”

Także małe dzieci, harcerze wspomagali obrońców.

„[...] Tadzio Jeziorowski, uczeń klasy drugiej, mąż który sobie liczy już lat 11 [...] działa w mieście; przez 5 godzin, oblewając się potem z przemęczenia, pod kulami, bez najmniejszej trwogi, owszem z zacietrzewieniem i zapałem pędzi od barykad do arsenału, od arsenału do barykad i roznosi amunicję. Ponieważ magazyn w Płocku posiadał karabiny wszelkiego typu: rosyjskiego, austriackiego i francuskiego, jakie kto chce, więc było sztuką rozeznać się w kalibrze naboi. Smyk Jeziorowski [...] rozpoznaje mig wszelkie zawiłości w tej mierze i ani razu się nie myli [...]”.

Również kobiety stojące w pierwszym szeregu, nieraz chwytające za broń i razem z małymi dziewczynkami, harcerkami, pomagające rannym, wykazywały się ogromną odwagą.

Przykłady można mnożyć. Wśród nich znajdujemy też takie jak historia czternastoletniego Józefa Kaczmarskiego, łącznika w I sekcji 2. plutonu 1. kompanii 6. ppl. Był on trzykrotnie ranny. Gdy  zdjęty litością bolszewicki sanitariusz zaczął go opatrywać, na uwagę sołdata, iż należałoby raczej dobić „szkodnika„ odparł: „być może, że on i szkodnik, ale bohater„. Niewiele starszy był młody obrońca opisywany przez publicystę ”Czasu”:

„Piętnastoletni chłopczyk Zawadzki zaatakowany przez galopujących Kozaków schował się do jednej z bram i stąd strzelał aż do ostatniego naboju, dopóki nie zakłuto [sic] go bagnetami”.

Nadciąga odsiecz

Walki w mieście trwały bez ustanku. Około godziny 23 sytuacja stała się niezwykle napięta. Na szczęście niedługo później, od strony Radziwia, odezwały się 2 polskie baterie artylerii. Zagrzmiały także armaty flotylli rzecznej, statków „Minister„, „Wawel„ i ”Stefan Batory”, pod por. Nahorskim.

Około 3 w nocy nadciągnęła odsiecz w sile 1. baonu 102 Pułku Strzelców Podhalańskich oraz 2 kompanii Sułeckiego Pułku Strzelców i 2 kompanii Kowieńskiego Pułku Piechoty. O świcie 19 sierpnia od strony Radziwia, przez most, Polacy rozpoczęli kontrnatarcie. W tym jednak momencie bolszewicy na nowo rozpoczęli ostrzał polskich pozycji wytaczając swe działa. Polacy, mimo długotrwałych bojów, nie dawali za wygraną. Polski silny ostrzał artyleryjski i podjęty o godzinie 9 potężny atak stopniowo spychały bolszewików coraz dalej, aż około godziny 11, po ponad 21 godzinach nieustannej walki, Płock był wolny od wroga.

Bilans strat

Straty własne były znaczne. Wyniosły one 200-300 zabitych, w tym ok. 100 cywilów, 300-400 rannych i 300-350 zabranych do niewoli, z czego większość została później rozstrzelana. Najmłodszym poległym był 14-letni harcerz Antolek Gradowski Straty wroga były prawdopodobnie mniejsze. Wynosiły około 240 zabitych, 100 jeńców i około 10 zagarniętych kaemów. W Płocku ponad 800 domów było zniszczonych, mury rozbite, słupy powywracane, a całe niemal miasto rozszabrowane.

Bohaterska obrona Płocka, będąca w tej wojnie jedynie krótkim i niewiele znaczącym epizodem, pokazała jednak społeczeństwu ofiarność i duch walki mieszkańców. Ochotnicze, przeważnie słabo wyszkolone i wyposażone oddziały ze zgrupowania Dolnej Wisły wraz z cywilnymi mieszkańcami toczyły boje z przeważającym liczebnie i wojskowo przeciwnikiem. To nie czerwonoarmiści, nie Kawkor był dramatycznym położeniu, ale właśnie obrońcy, „Płockie Orlęta”. Długa linia obrony, zaskoczenie, przewaga bolszewików, tak w liczbie, doświadczeniu, jak i w ciężkim sprzęcie, a także słaba łączność i nieujednolicenie dowództwa w Płocku, wpływały na to, iż płocczanie byli w bardzo trudnej sytuacji. Jednakże niezwykły wprost heroizm i odwaga bohaterskich obrońców miasta i ojczyzny, tak wojskowych, jak i cywilnych, zniwelowały przewagę wschodnich najeźdźców.

Uhonorowanie „Płockich Orląt”

10 kwietnia 1921 roku, w uznaniu zasług, miasto Płock zostało odznaczone przez Naczelnika Państwa, marszałka Józefa Piłsudskiego Krzyżem Walecznych. Wypowiedział on wówczas znamienne słowa: „Za zachowanie męstwa i siły woli w ciężkich i nadzwyczajnych okolicznościach, w jakich znalazło się miasto, za męstwo i waleczność – mianuję miasto Płock – Kawalerem Krzyża Walecznych”.

Wobec gen. Tadeusza Rozwadowskiego, gen. Władysława Sikorskiego i płk. Bolesława Wieniawy – Długoszowskiego Marszałek udekorował także 15 osób Krzyżem Virtuti Militari, a 64 osoby Krzyżem Walecznych. Znalazł się wśród nich także 11-letni uczeń i harcerz Tadeusz Zygmunt Jeziorowski. Ponadto 50 osób wyróżniono również ustanowioną rozkazem gen. Rozwadowskiego odznaką „Za obronę Płocka”.


2020-03-03 08:20:06

Strona wykorzystuje COOKIES w celach statystycznych, bezpieczeństwa oraz prawidłowego działania serwisu.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody, wyłącz obsługę cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Więcej informacji Zgadzam się